Adam Skórnicki przyznał w pomeczowej rozmowie, że nie spodziewał się aż tak ostrego debiutu w barwach Ultrapur Startu Gniezno. Szkoleniowiec zapowiada mobilizacje przed meczem rewanżowym i nie uważa, że czerwono-czarni są na aż tak straconej pozycji.
Hubert Furmaniak: Trenerze, za Panem debiut jako szkoleniowiec czerwono-czarnych. Zadam więc pytanie, po której stronie debiut był znacznie bardziej stresujący – zawodnika czy szkoleniowca?
Adam Skórnicki: Chyba jako jeździec. Tu ciężko mi było się stresować, ponieważ zbieram wiedzę na temat zawodników – co, kto i dlaczego? Powitanie było ostre. Po pierwszych czterech biegach można powiedzieć, że pewne zamroczenie było.
To były naprawdę cztery mocne ciosy. Wprowadziło to spore zamieszanie w zespole?
No tak. Szczególnie kiedy się przegrywa i nie widać, aby ktoś pewnie wygrywał wyścigi. Nie mieliśmy, na pewno, dzisiaj startów. Gdzieś jak ktoś miał moment, to potem tracił dociąg. Jak ktoś był szybki na dystansie, to z kolei nie miał startów. Gdzieś się oszukiwaliśmy, że ta trasa jest dobra, to da się coś zrobić. Tor był fajny do jazdy, ale wyprzedzanie było ciężkie. Szczególnie na początku, kiedy nasi zawodnicy próbowali wyprzedzać, patrz Kevin, to nie dość, że uniknął wsadzenia w bandę, to jeszcze został wykluczony za to, że kolega nie sprostał.
Chciałem właśnie o to zapytać. Wydaje się Panu, że wykluczenie Kevina było zasadne czy Villads mógł to utrzymać?
No nie wiem, o ile zmieniły się przepisy, ale jak kiedyś jeździłem na żużlu, to jeżeli ktoś chciał mnie wsadzić w płot, uniknąłem tego i znalazłem się pod nim na wejściu, to znaczy, że ten który, prowadził popełnił błąd. Odsłonił część toru i pozwolił mi wjechać. Jeżeli on to odsłonił i pozwolił mi wjechać, to on popełnił już błąd. To nie ja jestem wykluczony, ponieważ ten zawodnik ma czas i miejsce, aby odjechać. No niestety sędziowie czasem podejmują niezrozumiałe decyzje.
To rozumiem, że jest Pan usatysfakcjonowany decyzją w sprawie Adama Ellisa? Podobnie jak w stykowej sytuacji na pierwszym łuku z Bastianem i Norbertem?
Nie rozumiem. Raz postąpił tak, drugi raz inaczej. Pan sędzia po prostu był niekonsekwentny. A to, że to był pierwszy łuk nie tłumaczy Pana Kościucha oraz sędziego. Jeżeli jest winny, to trzeba wskazać go i wykluczyć.
Na początku wspomniał Pan, że jeszcze nie zna dogłębnie zawodników. Z biegiem czasu jakaś relacja się wykorzeniła?
Znać się znamy, ale tu chodzi bardziej o znajomość zawodników w ostatnim okresie. Jak podchodzą do startu, jak pozostałe rzeczy ogarniają. To jest ważne podczas prowadzenia kogoś. Czy ktoś tutaj da radę z krawężnika, czy być może z pola czwartego.
Przed nami jeden z najważniejszych meczów w sezonie 2025. To jest spora strata do odrobienia, nie sądzi Pan?
Strata jest ogromna, zdajemy sobie z tego sprawę. To nie oznacza, że złożymy broń. Mamy tydzień czasu i będziemy robić wszystko, aby po dziesięciu biegach kibice chcieli zostać do piętnastego wyścigu.
Będą dodatkowe mobilizacje pod względem treningów?
Planujemy jedną jednostkę, chyba, że dołożymy coś w środę. W czwartek mamy zawody młodzieżowe (500R), ale też nie chcemy być często na torze. Nie jesteśmy w stanie zebrać wszystkich. Pozostaniemy zatem przy jednym treningu.
Foto: Ola Gandurska
