Adam Ellis zdobył dziesięć punktów przeciwko Pronergy Polonia Piła w przegranym przez Ultrapur Start Gniezno meczu półfinałowym. Brytyjczyk przyznał, że tor znacznie różnił się od tego z rundy zasadniczej. Jest on jednak w pełni zdeterminowany, aby w najbliższą niedzielę odrobić spore straty do pilskiego zespołu.

Adam Ellis zdobył dla gnieźnieńskiego zespołu cenne 10 punktów. Zaraz po słabym trzecim biegu, Brytyjczyk dokonał odpowiednich przełożeń i starał się pomóc drużynie. Ostatecznie Ultrapur Start przegrał 53:37 z Pronergy Polonia Piła, ale gdyby nie dobra postawa Ellisa to gnieźnianie mieliby spory problem. Zapytany od odczucia względem ostatniego meczu w fazie zasadniczej, Ellis odpowiedział:

– To ciężkie do stwierdzenia. Myślę, że tor był zdecydowanie bardziej ślizgi. Przez pierwsze cztery biegi mieliśmy złe ustawienia, przez co Polonia nam odskoczyła. Zazwyczaj jechaliśmy z tyłu i staraliśmy się wyprzedzać rywali. Pod koniec zawodów myślę, że wyglądaliśmy znacznie lepiej. Czasami to po prostu żużel. Obie drużyny chcą wygrać, a Polonia była lepsza – podkreśla. – To zdecydowanie ciężka porażka do przełknięcia, ponieważ musimy odrobić dużą stratę u siebie. Wiem, że jesteśmy mocni w Gnieźnie. Doskonale wiem, że jazda jako zawodnik rywali na naszym torze to nie jest coś łatwego. Kiedy ścigałem się dla Polonii Piła w zeszłym roku to moi koledzy mówi, jak bardzo nie lubią ścigać się na tym torze. Mam nadzieję, że uderzymy od samego początku. Musimy być bardziej agresywni. To jest duża przewaga do odrobienia, ale jesteśmy w stanie to zrobić.

W dziesiątym wyścigu Adam Ellis oraz Wiktor Jasiński walczyli o prowadzenie na każdy możliwy sposób. Nasz lider zdecydował się na przycięcie do krawężnika na drugim łuku, po którym z nawierzchnią zapoznał się lider Pronergy Polonii Piła. Paweł Palka zdecydował się wykluczyć zawodnika gospodarzy, ale to nie była jedyna ciężka do podjęcia decyzja. Ellis sam skomentował sytuacje w następujących słowach:

– To taka sytuacja 50/50, ale wiem że minąłem go przed wejściem do krawężnika. Jechaliśmy na poziomie drugiego, trzeciego pola i wiedziałem, że będzie tam naprawdę ciasno. Spróbował mnie zamknąć po swojej lewej i we mnie skręcić, ale byłem zdecydowanie przed nim. Myślę, że sędzia podjął dobrą decyzję i cieszę się, że Wiktorowi nic nie jest. Dzisiaj było kilka naprawdę groźnych wypadków, co pokazuje jak bardzo byliśmy wszyscy zdeterminowani do zwycięstwa – dodaje. – Kevin również nie miał szczęścia, ponieważ tam również była sytuacja 50/50. On wszedł jako pierwszy w łuk, ale został wykluczony. Bastian również miał nieprzyjemny upadek, ale nie powiedziałbym, że sędzia popełnił jakieś błędy. Jest jak jest. Przed nami ciężka praca. Nadal możemy to wygrać, ponieważ jesteśmy mocni u siebie. Musimy skupić się na przyszłym tygodniu.

Adam Ellis w meczu BAUHAUS-Ligan (najwyższy poziom rozgrywkowy we Szwecji) doznał urazu barku, po którym długo dochodził do siebie. Nasz żużlowiec nadal odczuwa skutki tamtego wypadku, ale zaciska zęby i nie ma zamiaru się poddawać. Jak sam przyznaje, awans do fazy play-off wymagał wielu poświęceń i nie może on teraz zostawić drużyny na lodzie.

– Tak, było naprawdę ciężko. Jestem nawet szczęśliwy, że zeszły mecz był odwołany. Do pewnego momentu czułem się dobrze, ale po piątkowym treningu znacznie odczułem moje problemy zdrowotne. Dzisiaj też miałem sporo problemów. Powiedziałbym, że jestem zdolny w 70%, ale przed nami najważniejsze mecze i nie mogłem odpuścić. Cały sezon pracowaliśmy na awans do fazy play-off. Szkoda by było, abym ominął ten okres. Czasem trzeba zacisnąć zęby i jechać dalej, aby zdobyć dobre punkty. To nie był może mój najlepszy występ, ale wszyscy daliśmy z siebie 110%. Tor znacznie różnił się od tego, co było ostatnim razem, a do tego zmieniał się w trakcie. Na początku znacznie przyczepniej było na zewnętrznej, aby potem lepiej działał środek. Ciężko przystosować się do toru, kiedy szczególnie masz tyle wyścigów. Nie możesz jakkolwiek podejrzeć swoich wyścigów. Musisz polegać na innych osobach, które oglądają biegi i liczysz na ich rady – kończy.

Foto: Ola Gandurska