Sam Masters nie może się doczekać wyjazdu do Piły. Australijczyk chce odkuć się za zeszłoroczny występ i pomóc drużynie wygrać derbowe spotkanie. Kapitan zespołu liczy przede wszystkim, że jego koledzy wejdą na jeszcze większy poziom przed fazą play-off.

Sam Masters zaczął niedzielne spotkanie z Lokomotivem od… przerwania biegu. Jewgienij Kostygow został wykluczony z powodu upadku na przeciwległej prostej. Masters w powtórce nadział się jednak na świetną defensywę Rene Bacha. Próbował on wszystkiego, ale jednak nie miał on patentu na pokonanie Duńczyka.

– Miałem prędkość cały czas, a Rene naprawdę dobrze mnie blokował. Nie było źle, nie było też dobrze. Trzecie pole było naprawdę ciężkie do startu – tłumaczy.

„Smiler” szykuje się teraz na bardzo ciężkie mecze wyjazdowe do Piły i Gdańska. Rok temu na północy Wielkopolski zanotował naprawdę przeciętny występ, zdobywając zaledwie cztery punkty z bonusem. Australijczyk w Gdańsku ścigał się po raz ostatni w sezonie 2019, kiedy to z Ostrovią Ostrów Wielkopolski zdobył dziesięć punktów. Nasz kapitan nie ukrywa, że chce zrehabilitować się za zeszłoroczny blamaż w Pile.

– To było naprawdę dawno temu (Gdańsk dod. red.), ale muszę odnaleźć prędkość, której brakowało mi w dwóch ostatnich meczach. Pracujemy nad tym. Czuję się dobrze na wyjściu spod taśmy i myślę, że dam radę. Mamy naprawdę dobry zespół, który jest w stanie wygrać i dobrze zna te tory. Ostatni mecz w Pile nie był dla mnie udany. Nie mogę się doczekać, aby tam pojechać i się odkuć – dodał zmotywowany Masters.

Faza zasadnicza zbliża się do końca. Ultrapur Start Gniezno ma przed sobą jeszcze trzy mecze, ale jeżeli nie wydarzy się cokolwiek niesamowitego, gnieźnianie zameldują się w fazie play-off. Zapytaliśmy kapitana o to, czy ma może upatrzonego rywala na tę część sezonu.

– Nie ma to dla mnie znaczenia. Zobaczymy co się wydarzy. Nadal mamy do przejechania dwa mecze i dopiero potem możemy się skupiać na finale. Liczę, że uda nam się wejść na pewien poziom i wejdziemy do finału.