R.Wojciechowski: Nasi zawodnicy jechali w kratkę

Pierwszy mecz finałowy w II lidze za nami. HAWA Start Gniezno musi uznać wyższość gospodarzy, zespołu Speed Car Motor Lublin (50:40). „Koziołki” do spotkania w Gnieźnie przystępują z dziesięciopunktową zaliczką. Jeszcze w trakcie niedzielnego pojedynku wśród kibiców rozgorzała dyskusja na temat ruchów taktycznych podejmowanych przez kierownictwo gnieźnieńskiej drużyny.Ustosunkował się do tego Rafael Wojciechowski, który poinformował między innymi o tym, dlaczego nie zastosowano rezerwy taktycznej. Menadżer czerwono-czarnych przyznał też, że postawa młodzieżowców nie była zadowalająca, ale wierzy w ich rehabilitację podczas rewanżu.

Niedzielne spotkanie rozpoczęło się od solidnego uderzenia gospodarzy. Podopieczni trenera Dariusza Śledzia bardzo dobrze rozpoczęli mecz wygrywając pierwsze trzy biegi podwójnie. Tak dobra otwarcie zaskoczyło gnieźnian.„Faktycznie, nie spodziewaliśmy się takiego początku, choć należy zakładać każdy scenariusz.” – przyznaje R.Wojciechowski. „Zawsze ten czarny scenariusz zakłada się najtrudniej. Po tych trzech wyścigach myślałem, żeby nie było 20:4 po kolejnym z biegów. Wtedy faktycznie bylibyśmy na kolanach.” – mówi menadżer drużyny z Gniezna.

Czarny scenariusz w kontekście wyścigu czwartego nie sprawdził się na szczęście. W zespole HAWA Start Gniezno zaskoczył kapitan Mirosław Jabłoński. „Przywiózł on zwycięstwo i dał sygnał do tego, że można te straty odrabiać. To spowodowało, że wróciliśmy do gry w tym meczu. Drużyna pokazała charakter i z tego należy się cieszyć.” – dodaje R.Wojciechowski.

Pojawia się pytanie z czego wynikały problemy gnieźnian w pierwszych wyścigach finału z „Koziołkami”. W pomeczowych rozmowach zawodnicy przyznawali, że mieli problem z dopasowaniem się do nawierzchni. Wspominali o tym między innymi Eduard Krcmar oraz Oliver Berntzon. „To bardzo skomplikowany temat” – mówi menadżer HAWA Start Gniezno. „Zawodnicy jeżdżą na różnych przełożeniach, na różnych silnikach od różnych tunerów. Zarówno Mirek Jabłoński jak i Eda Krcmar uczestniczyli w próbie toru. Mirek trafił od samego początku, poinformował resztę drużyny na jakich ustawieniach jedzie i ci zawodnicy w większości skorzystali z rad kapitana. Okazało się, że nie każdy silnik funkcjonuje w ten sam sposób. W Lublinie liczył się głównie start, zawodnicy którzy wygrywali moment startowy rozdawali karty. Start, dobre rozegranie pierwszego łuku i brak błędów na trasie – to powodowało, że dojeżdżało się do mety jako wygrany. To było najważniejsze.” – zauważa R.Wojciechowski, który większość spotkania oglądał z perspektywy murawy dokładnie analizując postawę swoich podopiecznych.

mjablonski_ekrcmar_przed_proba_lublin_rf

Mirosław Jabłoński i Eduard Krcmar przed wyjazdem na próbę toru w Lublinie

W trakcie mecz – między innymi na naszym profilu na Facebooku – rozgorzała dyskusja na temat ruchów taktycznych i braku zmian. Ostatecznie do żadnej rezerwy taktycznej nie doszło, zawodnicy pojawiali się na torze zgodnie z programem zawodów. „Wszyscy jechali w kratkę. Starty wygrane przeplatali przegranymi.” – przyznaje R.Wojciechowski. „Mieliśmy problem z dopasowaniem się. Po każdej serii trzeba było robić korekty w motocyklach. W pierwszej serii trafił tylko Mirek Jabłoński. W drugiej zawodnicy trafili, zaczęliśmy odrabiać stracone punkty. W trzeciej znów byliśmy troszkę pogubieni, bo należało robić kolejne zmiany. Na ostatnie trzy wyścigi zawodnicy znowu odpowiednio się przełożyli i odrobiliśmy troszkę punktów.” – mówi.

Kwestia odpowiednich korekt w sprzęcie to sprawa zawodników, każdy z nich podchodzi indywidualnie do ustawień swoich motocykli i należytego spasowania ich z nawierzchnią. Menadżer najlepszej drużyny po zasadniczej części sezonu szukał w składzie żużlowca, który będzie powtarzalny. „Mirek po wygranym pierwszym starcie zgubił ten element momentu startowego, kolejna trójka w jego wyścigu była po ładnym rozegraniu pierwszego łuku i błędach popełnionych przez parę z Lublina.” – komentuje występ młodszego z braci Jabłońskich. „Jeżeli miałbym patrzeć na rezerwy taktyczne to musiałbym chyba zmienić najlepszego zawodnika wczorajszego spotkania, czyli Eduarda Krcmara.” – dodaje. „Miał on nieudany początek. Po bezbarwnych dwóch występach – zero i jeden punkt, stawiałem konsekwentnie na Czecha licząc na jego przebudzenie. Tak się stało, do końca meczu punktował bez wpadek – oprócz biegu trzynastego, w którym nieporozumienie z Mirkiem Jabłońskim spowodowało, że zamiast realnego 5:1 dla nas przegraliśmy 2:4 tracąc ważne punkty. To przesądziło o losach meczu i tym, że wygrana zostaje w Lublinie. Walczyliśmy jednak do końca, ważny był ostateczny rezultat, aby przed rewanżem mieć jak najmniejszą stratę do zawodników z Lublina.” – mówi R.Wojciechowski.

DSC_6453

Stawiałem konsekwentnie na Czecha licząc na jego przebudzenie – przyznaje menadżer HAWA Start Gniezno

Przed wyścigami nominowanymi pojawiały się sugestie o podwójną rezerwę taktyczną i desygnowanie do boju pary Marcin Nowak-Mirosław Jabłoński. Tak się jednak nie stało. Majstersztyk w postaci duetu Eduard Krcmar-Oliver Berntzon zaowocował podwójnym zwycięstwem i zniwelowaniem czterech oczek do prowadzących gospodarzy. „Jeśli miałbym się przyznać do błędu, to faktycznie go popełniłem, ale wcześniej – w biegu XI.” – mówi menadżer gnieźnian. „Mogłem desygnować rezerwę taktyczną za Adriana Gałę. Zaufałem jednak zawodnikowi, chciałem żeby walczył i wrócił do gry. Miałem w planie puścić za niego Mirka Jabłońskiego. Kapitan nie miał w tym momencie odpowiednio zgranego motocykla. Ta rezerwa taktyczna mogła się udać, ale też mogła być skazana na porażkę.” – stwierdził nasz rozmówca. „Zostawiłem sobie tą ewentualność na biegi nominowane jeśli zawodnicy nie dopasują się właściwie.” – dodaje. „W międzyczasie Eda był dobrze spasowany, o pół motocykla wygrywał starty, a Oliver Berntzon to mój czarny koń na decydujące wyścigi. Zwłaszcza jeśli ma jechać z pól zewnętrznych. Wiem, że wówczas da z siebie wszystko. Liczyłem, że ta dwójka da mi przełamanie. Bieg po biegu dla zawodnika zawsze jest ryzykiem. Jeśli miałbym postawić na podwójną taktyczną i miałby jechać Marcin bądź Mirek jest wielce prawdopodobne, że jeden z wyścigów mógłby się udać, a drugi byłby zdecydowanie gorszy.” – kończy wątek taktyczny Rafael Wojciechowski.

DSC_0030

Berntzon to mój czarny koń na decydujące wyścigi – mówi R.Wojciechowski

Analizując poszczególne wyścigi niedzielnego finału ze Speed Car Motorem Lublin warto na chwilę zatrzymać się przy biegu drugim. W pojedynku młodzieżowców na prowadzeniu przez większość wyścigu znajdował się Norbert Krakowiak. Na najdrobniejszy błąd żużlowca czekał Oskar Bober, który sposobił się do przejścia na pierwszą lokatę. Na trzecim okrążeniu zdecydowanym atakiem objął prowadzenie, a junior z Gniezna stracił jeszcze dwa punkty na rzecz Emila Peronia. „Wracamy do kwestii początku i tego, że nam się nie układało. Postawa młodzieżowców była niezadowalająca.” – ocenia R.Wojciechowski. „Nie spodziewałem się dobrego wyniku na trudnym torze w Lublinie. Oskar Bober jest doskonałym juniorem, zwłaszcza u siebie na torze. Potwierdził to dwa dni wcześniej w półfinale, kiedy zdobył trzynaście punktów. Emil Peroń na domowym owalu jest dobrze spasowany, potrafi przywozić punkty. Niestety, Norbertowi przytrafił się błąd, tak jak każdemu innemu zawodnikowi może się zdarzyć. Wykorzystali to gospodarze i trzeba było walczyć dalej. Liczę, że juniorzy zrehabilitują się dobrą postawą na torze w Gnieźnie. Wiele razy udowadniali w tym sezonie, że potrafią jechać u siebie. Ich punkty będą bardzo potrzebne i myślę, że ta rehabilitacja nastąpi. Kwestią dyskusyjną jest to czy skorzystamy z tej samej dwójki, czy wróci Patryk Fajfer. W najbliższych dniach znana będzie decyzja.” – przekazuje menadżer z Gniezna.

Wczoraj na torze w Gdańsku odbyła się zaległa runda DMPJ. Tam w parze Fajfer-Stalkowski skuteczniejszy pod względem zdobyczy punktowej okazał się Patryk Fajfer. Zgodnie z regulaminem w środę poznamy awizowane składy na niedzielę. Trwa przedsprzedaż biletów na to spotkanie. Są one do nabycia w sprzedaży on-line oraz w punktach stacjonarnych – ich listę znajdziecie tutaj. Przypomnijmy, że do piątku 15 września bilety wstępu można zakupić w promocyjnych cenach. Początek meczu o godzinie 16.00 (prezentacja).

Tekst: Radosław Majewski